sobota, 1 października 2011

Eko duet gryczano - marchewkowy

Te bułeczki, to delikatność marchewki zaplątana w cierpki charakter gryki. Obie stanowią cenne źródło ważnych dla zdrowia składników. Gryka zawiera witaminy z grupy B (B1, B2, B6), PP, tiaminę, ryboflawinę, kwas pantotenowy, niacynę, pirodoksynę, tokoferole; kwasy: cytrynowy, szczawiowy, foliowy. 
Białko gryki z powodzeniem zastępuje białko zwierzęce. W gryce mamy także potas, magnez, cynk, miedź. Odżywiamy zatem dzięki gryce m.in. mózg, skórę i śluzówkę. Poprawiamy zdolności intelektualne, wzmacniamy odporność, naczynia krwionośne, wątrobę i żołądek. Szczególnie ważny jest kwas foliowy, który pobudza produkcję czerwonych krwinek, chroni organizm przed nowotworami i ma duże znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania całego układu nerwowego. 
U kobiet w ciąży kwas foliowy pełni dodatkową rolę, bo uczestniczy w prawidłowym kształtowaniu się systemu nerwowego płodu. Gryka jest dla nas zatem bardzo cennym składnikiem diety. 
Warto także pamiętać, że w sezonie jesienno - zimowym może być szczególnie praktyczna, bo pełni ona dodatkowo rolę "wewnętrznego grzejnika". Ma bowiem właściwości rozgrzewające organizm od środka. Zatem świetna roślina dla zmarzluchów!

Duet gryczano - marchewkowy to proste bułeczki, których delikatna forma i wyrazisty smak świetnie komponują się z filiżanką kawy, ale także z porcją zupy - kremu. Zapraszam! 

Eko duet gryczano - marchewkowy!

Składniki:


3 czubate łyżki stołowe mąki gryczanej
3 czubate łyżki stołowe mąki pszennej
3 płaskie łyżki semoliny drobnej lub kaszy manny 
250 - 300 g wody źródlanej
1/3 kostki świeżych drożdży
szczypta cukru trzcinowego
1 łyżeczka rozmarynu
1/2 łyżeczki pieprzu kolorowego
1/3 łyżeczki soli krystalicznej
1 duża marchewka
1 łyżka stołowa oleju ryżowego

Przygotowanie:

Mąki i przyprawy mieszam ze sobą. Drożdże rozprowadzam w wodzie ze szczyptą cukru. Marchewkę trę na tarce na grube paski. Do mąki dodaję olej i mieszam, by powstały grudy. Dodaję marchew i mieszam, by dokładnie pokryła się mąką. Dodaję płyn drożdżowy i mieszam. Ciasto powinno być rzadkie i ciągnące się. Wykładam je na stolnicę, lekko zagniatam ( a właściwie obtaczam) w mące pszennej, by trzymało formę. Łyżką stołową wydzielam pojedyncze porcje, które formuję w dłoniach z dodatkiem mąki. Taka surowa bułeczka powinna być bardzo delikatnej konsystencji. Nie należy zagniatać bułeczek, tylko delikatnie obtoczyć je w mące, by trzymały formę i odlepiły się od dłoni. Dopiero wtedy ułożyć je na blasze, która będzie przykryta wysmarowaną olejem ryżowym folią aluminiową. Trzeba zachować spore odstępy między bułeczkami.  Poczekać aż wyrosną przez 30 - 40 minut i piec na najniższym poziomie piekarnika z termoobiegiem przez ok 15 - 20 min w temp. 200C. Z tej porcji robię około ośmiu bułeczek.

Na zdrowie:-)

6 komentarzy:

basia pisze...

Danielu bułeczki wyglądają bardzo apetycznie. Nie omieszkam wypróbować Twojego przepisu. Muszę przyznać, że ta kuchnia organiczna coraz bardziej zaczyna mi się podobać...:)
pozdrawiam wieczorowo

Daniel Żyżniewski pisze...

Cieszę się, Basiu, bo to dopiero początek "bułeczkowych" pomysłów:-)ciepło pozdrawiam

Anonimowy pisze...

ale jakiej kostki? są małe i duże

Daniel Żyżniewski pisze...

standardowej kostki drożdży, czyli 100g :-)

Mag pisze...

Oj nie, panie Danielu, to bardzo niezdrowe - drożdże fermentują w jelitach i przedłużają tylko niepotrzebnie proces trawienia, (to między innymi dlatego wypiek na zakwasie jest zdrowszy niż wypiek na drożdżach - dzikie drożdże są lepiej tolerowane przez organizm niż te piekarskie). Warto przedłużyć proces wyrastania niż dać od razu dużo drożdży. Polecam bardzo książki (lub blog) Małgorzaty Zielińskiej pt. "Drożdżowe wypieki" oraz "Domowa piekarnia". W pierwszej pisze ona, że nadal w przepisach zaleca się ok 50 g drożdży na 2 szklanki mąki lub wręcz 100 g na pół kilo, a jej ta ilość drożdży starcza nawet 10 prostych wypieków z tej samej ilości mąki (zależy to od ilości obciążających ciasto dodatków, ale tu nie ma jajek ani dużo tłuszczu). Wypróbowałam wiele jej przepisów i wypieki wychodzą znakomite, puszyste, lekkostrawne i bez nadmiernie drożdżowego posmaku w ustach.
Dlatego robiąc dziś te bułeczki dam 5 g, może 10 (muszę zważyć mąki) i zostawię ciasto do wyrastania, a gdy podwoi objętość uformuję bułeczki i ponownie poczekam aż wyrosną. Na kolację jak znalazł :)


A przy okazji - czym radziłby Pan zastąpić pieprz? To jedyna przyprawa, po której dostaję zgagi, ale odrobina ostrości zdecydowanie tym bułeczkom pasuje. Mielone płatki papryki? czarnuszka?

Daniel Żyżniewski pisze...

W pełni zgadzam się co do drożdży. Zawsze fermentują w jelitach, gdy zjada się je w stanie surowym. I jak wszystko w nadmiarze, tak i one mogą obciążać organizm. To mało zdrowa praktyka. Upieczone nie mogą jednak fermentować, bo już nie żyją. Drożdże giną w temp. ok. 50C Jako składnik wypieku, nie stanowią dla organizmu obciążenia.

Co do zaostrzenia smaku, to myślę, że jeśli ma Pani zgagę po pieprzu, to tym bardziej pojawi się ona po papryce, czy czarnuszce. Znam ten problem z własnego doświadczenia i w moim przypadku ostrość smaku zapewnia hyzop, o którym piszę na tym blogu. ( http://www.kuchniaorganiczna.com/2011/12/hyzopowe-moce.html?utm_source=BP_recent )
Pozostawiam jednak tę kwestię do własnego rozstrzygnięcia.

Tymczasem gratuluję Pani własnej inwencji. Myślę, że o to właśnie chodzi w kuchni, by formułować indywidualne preferencje i pozwalać na to innym. Wszak swoboda wyboru to przywilej dorosłego człowieka. A o wystandaryzowane propozycje (również kulinarne) w czasach globalizacji tak łatwo... Z serdecznym pozdrowieniem i podziękowaniem za wybór mojego przepisu do własnej inspiracji:-)