wtorek, 29 listopada 2011

Warzywo biedoty na poważne zdrowia kłopoty

Taką dawniej rolę społeczeństwo wyznaczyło czarnej rzepie. Głównie biedacy żywili się tym warzywem. Podobnie jak brukwią. Ludzie o wyższym statusie społecznym i dochodach, a bogacze przede wszystkim, odrzucili ze wzgardą cierpką bulwę odporną niemal na wszystkie warunki klimatyczne. Gdy podziw i uznanie na europejskich stołach znajdowały ziemniaki, a potem pełne cukru słodkości czarna rzepa szła w zapomnienie. Szkoda dla tych, co nią wzgardzili, szczęście dla tych, co nie mieli nic innego do jedzenia, bo w wielu przypadkach uniknęli wielkich zdrowotnych problemów. 
Dziś naukowcy mają już dużo dowodów na to, że ta siarczysta bulwa nie tylko zawiera cenne witaminy z grupy B, ale przede wszystkim wykazuje ogromne działanie
antyoksydacyjne, żółciopędne i uwaga - antyrakowe. Trwają także badania potwierdzające działanie zabójcze dla jednego typu wirusa grypy. Tymczasem wystarczy jedno lub dwa śniadania z dodatkiem rzepy, a rozżarzone od infekcji gardło dozna ukojenia. 


Dodaję rzepę w formie startej na grube paski do jajecznicy. Często łączę ją ze szpinakiem i/lub cebulą czerwoną. Startą rzepę wrzucam na odkrytą patelnię samą lub z cebulą i podlewam łyżką oleju ryżowego. Gdy obie zabójczynie bakterii i wirusów zaczynają się szklić, to dodaję do nich dokładnie przepłukane i porwane na kawałki liście szpinaku (garść wystarcza). Gdy liście "oklapną" to wszystko zalewam roztrzepanymi jajami od kur grzebiących. Nic nie skacze na patelni, tylko potulnie zamienia się w bombę energii delikatnie traktującą nasze wnętrzności, ale bezwzględną dla bakcyli! 


Smacznego odpornego rzepowego śniadania :-)

Brak komentarzy: