piątek, 16 grudnia 2011

Hyzopowe moce

Hyzop lekarski to jedno z moich ulubionych ziół, które latem hoduję na balkonie, a zimą używam do "cięższych" w tym świątecznych potraw. I choć w kuchni organicznej rzadko zdarzają się typowo ciężkie, znane z tradycyjnego kucharzenia potrawy, to warto i do nich czasem dodać przyprawę z tej rośliny. W starożytności robiła furorę dzięki odkrytym właściwościom antygrzbicznym. 

Skoro pozbawia organizm czegoś szkodliwego, to Starożytni uznali, że na poziomie duchowym także musi mieć właściwości oczyszczające. Wprawdzie dowodów na to nie dostarczono, za to wiadomo już powszechnie, że hyzop ma silne działanie antyoksydacyjne i przyspieszające procesy przemiany materii. Jako składnik dań wolniej trawionych sprawdza się doskonale. Może zatem w ten sposób przyczyniać się do lepszego samopoczucia :-)

Dużą oryginalnością charakteryzuje się smak hyzopu jako przyprawy. Jest ostry i przenikliwy, choć narasta powoli. Nie uderza w podniebienie wraz z pierwszym kęsem jak pieprz, ale gdy już zaistnieje, to nie pozwala o sobie zapomnieć. Jeśli czarny, czy nawet kolorowy pieprz porównalibyśmy do żwirku, który drapie, to hyzop przenika kubki smakowe, jak najdrobniejszy piasek pustynny. Niemal kłuje dając mieszaninę zdziwienia i przyjemności.

Z wielką ochotą używam hyzopu razem z pieprzem, gdy przygotowuję dania palące i rozgrzewające. Trzej królowie wędrowali przez piaski pustyni narażeni na mocne doznania trudów podróży. To i na stole w święta grudniowe polskie potrawy przeszywają smakiem aż do stóp. Hyzop zatem będzie idealnym dodatkiem do barszczu wigilijnego, pierogów z kapustą i grzybami, do uszek, sałatki warzywnej i innych lubianych, choć ciężko trawionych polskich przysmaków :-)


Brak komentarzy: