sobota, 30 marca 2013

Zimowa Wielkanoc 2013...

I gdzie ta wiosna z zimą w konkury ruszająca...
Gdzie jej siła i urodzaj pąków pachnących...
Gdzie kolorów szukać, gdy śniegiem i wiatrem wciąż dmucha...
Co robić, czym siebie oszukać, by słońce mieć od ucha do ucha...


Zupę przyrządzę w ciepłym kolorze,
a cytrynowe słońce na wierzchu położę...
Skoro na niebie szaro i ciasno,
będę na talerzu mieć własne...


Potrzebuję dwóch dorodnych marchewek, jednej dużej pietruszki, sporego kawałka selera, dwóch średniej wielkości ziemniaków (najlepiej najlepszych w kraju, czyli Wielkopolskich), jednej dużej cebuli białej, czterech ząbków polskiego czosnku, jednej dużej papryki czerwonej (słodkiej lub ostrej). Wszystko przygotowuję do duszenia myjąc, oskrobując i krojąc w kostkę. Duszę w małej ilości wody na dnie pod przykryciem i na wolnym ogniu do miękkości. W trakcie duszenia dodaję przyprawy: szczypta kminku; łyżka bazylii; łyżeczka estragonu; dwa liście laurowe; cztery kulki ziela angielskiego; 1/4 łyżeczki soli himalajskiej; 1/3 łyżeczka pieprzu kolorowego. Gdy wszystko będzie miękkie, to miksuję blenderem i rozcieńczam gotującą się wodą do konsystencji kremu. Na końcu dodaję kilka (ok. 10) pomidorów suszonych z oleju słonecznikowego. Zupę podaję z cienkim plasterkiem cytryny i dodatkiem oliwy z oliwek...

Dobrych Świąt dla wszystkich organiczników i smakoszy.... oraz każdego, kto do mnie tutaj zagląda...


P.S. Żałuję, że nie mam czasu pisać częściej, ale moje zawodowe obowiązki są wymagające...




1 komentarz:

marek zakrzewski pisze...

OJ zaglądam zaglądam.
Pizza wyszła wspaniała. Takie smaki dotknąłęm tylko w Rzymie, w małej Pizzerii blisko Panteonu.

I tę zupkę zaraz na święta zrobimy.